Tagi: wywiad, neil, gaiman, sandman, film
24.03.2010 | Tomasz Pstrągowski
- Siedzę w domu i piszę książki. Później tylko wychodzę, rozdaję autografy i ludzie mnie kochają - zapraszamy na krótki wywiad z Neilem Gaimanem, jednym z najważniejszych scenarzystów komiksowych naszych czasów, autorem "Sandmana" i "Amerykańskich Bogów", powieściopisarzem, dramaturgiem, scenarzystą filmowym. Laureatem nagród Hugo i Nebula. Prywatnie narzeczonym artystki Amandy Palmer.
Tomasz Pstrągowski: Ostatnio, gdy byłeś w Polsce straciłeś portfel. Jakieś przygody tym razem?
Neil Gaiman: Nic tak ekscytującego jak kradzież portfela. Byłem pod wrażeniem. To było fajne. Nigdy wcześniej, ani później nie zdarzyło mi się coś takiego. Uwielbiam myśl, że gdzieś w Krakowie ktoś kupił duże ilości sprzętu elektronicznego i perfum za moje pieniądze. To pozwala mi wierzyć, że była to dziewczyna.
Tomasz Pstrągowski: Lubisz przyjeżdżać do Polski? Masz polskie korzenie…
Neil Gaiman: Tak, rzeczywiście. Chciałbym kiedyś przyjechać do Polski na dłużej. Mieć czas na cokolwiek poza udzielaniem wywiadów i podpisywaniem książek. Moi przodkowie stąd pochodzą. Nie miałem jeszcze okazji złożyć takiej wizyty, ale mam nadzieję, że jeszcze będę miał.
Tym razem jestem w Polsce, ponieważ moja narzeczona daje koncert we Wrocławiu. Byliśmy razem w Nowej Zelandii, zapytałem się jej, gdzie teraz leci. Powiedziała, że do Australii, a później do Polski. I powiedziałem: "Wow, polecę z tobą do Polski". Z Nowej Zelandii udałem się do Filipin, a ona do Australii i teraz spotkaliśmy się tutaj.
To wspaniałe. Ekipa telewizyjna nakręciła o nas materiał, którego tematem był nasz przyjazd do Warszawy na romantyczne spotkanie. Uważam, że to nieco dziwne, ale na swój sposób fajne. Prawdę mówiąc, uważam, że miejsca nie są romantyczne, tylko ludzie i ich związki. Bardzo spodobała mi się myśl, że przylatuję do Polski po to, by spędzić kilka dni z dziewczyną, którą kocham. To magia.
Tomasz Pstrągowski: Na świecie jest bardzo niewielu gwiazdorów literatury. Ty zdecydowanie jesteś jednym z nich. Gwiazdą rocka w literaturze. Jakie to uczucie?
Neil Gaiman: Zabawne. To nieco dziwne być nazywanym gwiazdą rocka w literaturze, zwłaszcza gdy twoja narzeczona jest prawdziwą gwiazdą rocka. Ja to robię łatwiejszym sposobem. Siedzę w domu i piszę książki. Później tylko wychodzę, rozdaję autografy i ludzie mnie kochają. Ona robi to trudniejszą metodą. Co wieczór wychodzi na scenę i daje koncert.
Ale dzięki temu łatwo jest jej zrozumieć to, co robię. A mi zrozumieć to, co ona robi. Bo choć oboje działamy na bardzo różnych polach - ona występuje, a ja piszę - to oboje mamy olbrzymią rzeszę fanów, rozumiemy się. W przeszłości miałem dziewczyny, które nie lubiły, lub nie mogły się pogodzić z tym, że miałem fanów. Że rozdaję autografy, poświęcam im swój czas i uwagę. "Dlaczego pozujesz z tą dziewczyną do fotografii? Dlaczego podpisujesz się na jej biuście?". Amanda to rozumie. Uważa, że to zabawne. Ona podpisuje biusty każdego wieczoru. Uwielbia, kiedy robimy to razem, wtedy ona może podpisać prawą pierś, a ja lewą. Na zupełnie niewinnym poziomie.
Tomasz Pstrągowski: W jednym z wywiadów powiedziałeś, że lubisz pracować nad komiksami, ponieważ w tym medium nie ma jeszcze prawdziwych arcydzieł. Jest jeszcze za młode na nie. Tymczasem w literaturze jest ich mnóstwo. Ale ostatnio pracujesz głównie nad książkami.
Neil Gaiman: Nie zgodzę się. W ciągu ostatniej dekady pracowałem nad trzema poważnymi projektami komiksowymi i napisałem cztery powieści - dwie dla dzieci i dwie dla dorosłych. Więc ilościowo zrobiłem więcej komiksów. Ale wciąż myślę, że to co powiedziałem jest prawdą. W komiksie wciąż można stworzyć coś nowego, coś ważnego. Mówiłem to w czasach, gdy pracowałem nad "Sandmanem" i uważam, że to kawałek niezłej sztuki. Mogę pisać powieści, ale w komiksie nie ma takiej konkurencji.
Polecam wiadomość:
Rekomendowana:
Opinie: 2