Tagi: recenzja, publicystyka, Hellblazer. Chora miłość
12.11.2009 | Tomasz Pstrągowski
Jeżeli po przeczytaniu „Fury’ego” lub końcówki „Kaznodziei” zastanawialiście się, o co chodzi z tym całym szumem wokół Gartha Ennisem, polecam wam lekturę najnowszego „Hellblazera”. Genialny Irlandczyk pokazuje tu bowiem to, za co pokochały go tłumy - środkowego palca w kierunku politycznej poprawności i ukrytą pod tym oblicze wrażliwca.
Najnowszy zbiór przygód Constantine’a zaczyna się niepokojąco. Mag wydaje się być szczęśliwy, a o Nowym Jorku, który postanowił odwiedzić, wypowiada się nadzwyczaj ciepło. Nie dajcie się jednak zwieść, za swoje dobre samopoczucie przyjdzie mu srogo zapłacić - jego przyjazd odnotował jeden z jego dawnych wrogów. Nieświadomy niczego Constantine zostanie zaatakowany i uwięziony w czymś, co mogłoby być piekłem, gdyby nie fakt, że jest bardzo wulgarną i przewrotną karykaturą wielkich Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Alegoryczna wizja Ameryki jaką rysują przed nami Ennis i Dillon rozśmiesza i zniesmacza. Statua Wolności jest w niej ofiarą zbiorowego gwałtu, porządni Amerykanie zrobią wszystko by wydoić cię do cna, podróżujący przez piekielne pustkowia prezydent Kennedy musi uważać, by mózg nie wypłynął mu z przestrzelonej czaszki, a głównym złym jest jeden z najważniejszych polityków w historii tego kraju.
To nie jest miła lektura. Ennis nie szczędzi nam makabrycznych, bardzo dosłownych obrazów przemocy, a bohaterowie nie przebierają w słowach (poza Kennedy’ym, który posługuje się niesamowitą polityczną nowomową). Ale jest w tym pewna metoda. Ennis okrywa przed nami największe grzechy Ameryki, z prostej historii o magu walczącym z wielkim złym czyni alegoryczną opowieść o krainie marzeń, która żadnych marzeń nie spełnia. Amerykański sen wydaje się być jedynie żartem, a Amerykanie okazują się tak samo samolubnymi idiotami jak przedstawiciele innych nacji (w piękny sposób dostaje się tu także Rosji i Wielkiej Brytanii). I choć przesłaniu Irlandczyka być może brakuje nieco subtelności, to przecież nie za subtelność go uwielbiamy.
Polecam wiadomość:
Rekomendowana:
Opinie: 0