28.10.2009 | Tomasz Pstrągowski
Jeżeli coś naprawdę irytuje w pierwszym tomie „Solanin” Inio Asano, to niedojrzałość bohaterów, którzy, pomimo dwudziestkipiątki na karku wciąż zachowują się jak zagubione, niepewne swojego losu nastolatki. Problem jednak w tym, że ta irytacja jest nieusprawiedliwiona, gdyż niestety, tacy właśnie jesteśmy.
„Solanin” bowiem, mimo iż narysowany przez Japończyka, to całkiem udany portret pokolenia ludzi urodzonych w okolicach roku 1980. Pokolenia, które w Polsce próbowało nazwać już przynajmniej kilku artystów (z Kubą Wandachowiczem i Jakubem Żulczykiem na czele), a które wciąż nie doczekało się trafnej diagnozy. I choć „Solanin” nie ma większych szans by się taką diagnozą stać (przeszkodzą przede wszystkim różnice kulturowe), to jest to komiks, który całkiem trafnie obrazuje niektóre przypadłości naszego pokolenia.
Bohaterowie wykreowani przez Asano dużo o dorosłości rozmawiają, lecz nie mają z nią zbyt wiele wspólnego. Ich dojrzałość ogranicza się do samodzielnego mieszkania i uczęszczania do pracy. Choć tym drugim akurat bywa różnie. Gdy tylko mowa o czymś trudniejszym - o odpowiedzialności, podejmowaniu decyzji czy rodzinie, ich słowniki się kończą, a oni sami zaczynają się zachowywać niczym rozkapryszone dzieci, dla których odpowiedzią na wszystko jest płacz (lub zrobienie smutnej miny). To wieczne dzieci, pokolenie prosperity, które wychowało się w bogactwie zachodniej cywilizacji, nie nauczyło się więc martwić o swój byt, nauczyło się za to, że największymi problemami na jakie natrafią będą te związane z karierą i tragicznym „końcem dzieciństwa” rozumianym tu jako koniecznością wzięcia odpowiedzialności za własne życia. Dzieci przedstawione w „Solanin” znają mnóstwo pięknych haseł, jednak żadnego z nich nie potrafią się złapać, żadne nie staje się na tyle ważne, by warto było według niego żyć. Rozedrgani, emocjonalnie niestabilni dwudziestopięcioletni gówniarze wciąż tylko gadają o zmienieniu własnego życia, ale tak naprawdę stać je tylko na puste słowa, którymi zakrywają własne tchórzostwo. I wciąż czekają, aż ktoś zmieni to życie za nich.
A jednocześnie są to bohaterowie, których nietrudno polubić. Wszyscy wydają się prawdziwi. Problemy każdego z nich są zrozumiałe. Zwłaszcza dla czytelnika takiego jak ja - równie dwudziestopięcioletniego, równie zagubionego, a w swoim zagubieniu równie beznadziejnie żałosnego. Łatwo mi zrozumieć zarówno zagubioną Meiko, która całe swoje życie podporządkowuje ukochanemu i jego pasji, jak i zupełnie niemęskiego Naruo, który na kłopoty odpowiada ucieczką. Bez problemów identyfikuję się też z Kato - wiecznym studentem niedoceniającym tego, co ma i ekscytującym się romantycznymi wieczorami z młodszymi studentkami.
Polecam wiadomość:
Rekomendowana:
Komiksy
Autorzy
Newsy
Opinie: 2