29.04.2011 | Łukasz Mazur
Bez rozgłosu i wielkich zapowiedzi jakiś czas temu do sprzedaży trafił albumik "Moe" - dwudziestostronicowy komiks przedstawiający losy sympatycznego pieska, który od jakiegoś czasu zaprzątał głowę Piotrka Nowackiego. Za wydanie komiksu odpowiada ekipa od "Kartonu", dla której jest to druga taka zeszytówka po ubiegłorocznym "Ratmanie".
Jaszczu, bo pod takim pseudonimem znany jest twórca zeszyciku, przy pomocy swojej charakterystycznej cartoonowej kreski prezentuje niesamowite przygody tytułowego herosa spotykającego na swej drodze dziwne stworzenie z czarnej materii (widoczne również na okładce), co staje się przyczynkiem dla dalszych zdarzeń. Historyjka ta powstawała spontanicznie, bez wcześniejszego rozpisania scenariusza na każdą stronę - było to coś w rodzaju trondheimowego "Lapinota" na znacznie mniejszą skalę. Owa spontaniczność zaowocowała nieustannymi zwrotami akcji, które zaskakują i czytelnika i - wydaje się - że samego Moe stawianego przez swego stwórcę w obliczu najróżniejszych sytuacji. Nowacki najzwyczajniej w świecie dobrze bawił się przy tworzeniu tego skromnego czarno białego niemego albumiku i owa radość z tworzenia potrafi udzielić się czytelnikowi (chociaż sprawdziłem to jedynie na sobie). Twórcy komiksowi czasem mówią o kryzysie jaki dopada przy kreśleniu trzydziestej czy czterdziestej strony historii z tymi samymi bohaterami, tymi samymi lokacjami. W tym przypadku jednak z każdej strony czuć pasję Jaszcza do komiksów i nieskrępowanego procesu tworzenia. I choćby dlatego warto wysupłać z kieszeni przysłowiowego piątaka.
Jest też druga strona tej publikacji, której ja sam nie mogę już za bardzo odkryć i w pełni docenić. "Moe" wydaje się bowiem świetnym komiksem dla najmłodszych - pokręconą przygodą niewymagającą zdolności czytania, która powinna ubawić i zająć na dłuższą chwilę. Piszę to wszystko na zasadzie domysłu, ale przypominając sobie pacholęce chwile spędzone nad podziwianiem historyjek Butenki czy Baranowskiego, myślę, że będąc ponownie pacholęciem podobne emocje odnalazłbym właśnie w najnowszym dziełku Piotrka Nowackiego.
"Moe" nie jest czymś, bez czego komiksowa kolekcja nie będzie kompletna. Nie zafunduje też długich godzin rozmyślań nad drugim dnem opowieści. Ten komiks to bezpretensjonalna i swobodna przejażdżka po fantazji Jaszcza, która mam nadzieję będzie przez niego kontynuowana.

Polecam wiadomość:
Rekomendowana:
Komiksy
Autorzy
Newsy
Opinie: 1
Po prostu żenada.! więcej