Tagi: recenzja
29.04.2011 | Tomasz Pstrągowski
"Kamień przeznaczenia" to komiks niewykorzystanych szans. Miejscami porywający i doskonale narysowany, miejscami niechlujny i żenująco wtórny. Tomasz Kleszcz odważnie atakuje mainstream, a wymyślona przez niego historia mogłaby być naprawdę wciągająca. Niestety ostatecznie jest to tylko efekciarska wprawka świadcząca o talencie i lenistwie.
Ludzkość powstała dzięki interwencji bogów - istot z gwiazd, które z czasem wymieszały się ze swymi dziećmi, a owocami tych związków są wilkołaki, wampiry i inne monstra. Polowaniem na nie zajmuje się Dux - wyszkolony mięśniak kierowany przez tajemniczego Sama. Tym razem muszą zmierzyć się z czymś większym niż mutant-pedofil, oto bowiem budzi się Marduk, jeden z ostatnich starych bogów, pragnący odzyskać władzę nad Ziemią. By to osiągnąć potrzebna mu broń ostateczna, tytułowy kamień - a jest nim piękna prostytutka Natasha.
Fabułę debiutanckiego albumu Tomasz Kleszcz sklecił z dobrze znanych, popkulturowych klisz. Są spiski, tajne organizacje, nawiedzeni naukowcy, twardzi faceci i prostytutki o złotych sercach. Z opowieści wampirycznych znamy motyw ogólnoświatowej maskarady, z twórczości Ericha von Dänikena kosmiczne pochodzenie bóstw, z legend miejskich historię eksperymentu filadelfijskiego mającego być pierwszą próbą sprowadzenia Marduka. Często cytatami są nawet konkretne sceny i bohaterowie - pościg ciężarówką widzieliśmy w drugim "Terminatorze", a tajemniczego robo-ninję w grach "Metal Gear Solid".
I choć przez większość czasu autor sprawnie lawiruje pomiędzy zapożyczeniami, z żadnym nie flirtując zbyt długo, to "Kamieniowi przeznaczenia" zdecydowanie brak oryginalności, czegokolwiek, co wyróżniałoby go spośród popkulturowej masy. Bez tego nawet najbardziej udany album jest tylko kolejną opowiastką o bijących się mięśniakach i bezbronnych panienkach - wtórną, suchą i nużącą. Niestety taka jest opowieść o Duxie. Ciekawa, ale pozbawiona indywidualizmu, skrojona ze sztywnych dialogów, stereotypowych bohaterów i zapożyczonych scen. Łatwo się ją czyta, jeszcze łatwiej zapomina.
Ratunkiem dla nieudanego scenariusza bywają świetne rysunki. Kleszcz ma rzadki w Polsce talent do rysunku realistycznego. Kiedy chce pojedynki i pościgi samochodowe wyglądają tak, jak powinny - przejrzyście i dynamicznie, zaskakująco "japońsko". Naśladując styl Katsuhiro Otomo ("Akira") i drobiazgowość Kenichigo Sonody ("Gunsmith Cats") udaje mu się stworzyć naprawdę przekonujące sceny akcji - z saltami, wybuchającymi pociskami i samochodami pędzącymi po ruchliwych ulicach. Niestety, oprócz kilku bardzo dobrych sekwencji, w "Kamieniu przeznaczenia" znalazło się wiele kadrów niechlujnych i niedopracowanych. Ludzie wykrzywiają się na nich pod nienaturalnym kątem, tła są drastycznie uproszczone, a czytelnik odnosi wrażenie, że komiks rysowało dwóch artystów.
"Kamień przeznaczenia" to ledwie początek. Akcja czwartego rozdziału kończy się mało udanym zawieszeniem, do głównego starcia jeszcze daleko, Dux nawet nie spotkał Marduka. Dobrze by było, gdyby Kleszcz się nie poddał, a "Kamień…" nie stał kolejnym niedokończonym polskim projektem. Drugi tom, staranniej narysowany i lepiej przemyślany, mógłby być tym czym nie jest niestety tom pierwszy - udanym i wciągającym komiksem mainstreamowym.

Polecam wiadomość:
Rekomendowana:
Komiksy
Autorzy
Newsy
Opinie: 4