27.07.2009 | Tomasz Pstrągowski
"Dworzec Centralny" to jeden z tych komiksów po których spodziewamy się naprawdę wiele. Jednak czy jego "niezależność" i nazwisko legendarnego twórcy na okładce to wystarczająco dużo, by udźwignąć opowieść na jaką zamierzyli się twórcy?
Lewis Trondheim to twórca, którego biografia artystyczna robi wrażenie. Jeden z najwybitniejszych i najbardziej płodnych rysowników francuskiej sceny komiksu niezależnego znany jest nie tylko ze swojej niezwykłej płodności, ale i z wielu nagród (był między innymi dwukrotnie nagrodzony na festiwalu w Angouleme) i działalności wydawniczej (jest jednym z założycieli legendarnego już wydawnictwa L'Association, które odmieniło francuską scenę komiksową pozwalając wybić się ambitniejszym produkcjom mniej znanych artystów). Dlatego po twórczość Trondheima sięgam zazwyczaj bez wahania. Do tej pory obyło się bez zawodu. Urzekła mnie zarówno jego Wyspa Burbonów jak i A.L.I.E.E.N - jeden z najoryginalniejszych komiksów jakie oglądałem. Niestety przed sięgnięciem po Dworzec Centralny lepiej wyzbyć się bezkrytycznego podejścia do francuskiego mistrza. Okazuje się bowiem, że i jemu zdarzają się poważne potknięcia.
Dworzec Centralny to jedna z tych opowieści, które trudno streścić, bo w zasadzie niewiele się w nich dzieje. Główny bohater trafia pewnego dnia na tajemniczy dworzec, na którym nic nie działa. Rozkład jazdy pociągów jest najgłębiej skrywaną tajemnicą, ludzie mający służyć pomocą zasłaniają się niewiedzą i tajemnicą, a przygodni podróżni zasypują naszego bohatera swoimi opowieściami wymagając od niego całkowicie niezrozumiałych rzeczy.
Brzmi znajomo? Nic dziwnego, bo wydaje się, że Trondheim bez żadnych zahamowań inspirował się słynnym Procesem Kafki. Podobnie jak tam i tutaj widać próby uchwycenia specyficznego klimatu towarzyszącego konfrontacji z bezosobową urzędniczą machiną, która ma znacznie większy wpływ na nasze życie niż chcielibyśmy przyznać. O ile jednak u Kafki brzmiało to odkrywczo, prawdziwie i niesamowicie depresyjnie, o tyle Trondheimowi nie udało się osiągnąć takiego efektu. Widać nie każdy jest równie wybitnym twórcą, co Kafka.
Polecam wiadomość:
Rekomendowana:
Opinie: 0