Tagi: wywiad, kultura gniewu
25.10.2010 | Tomasz Pstrągowski
"Nie interesuje mnie rysowanie historii o superbohaterach, bo sam nie jestem superbohaterem" - wywiad z Markusem "Mawilem" Witzelem, autorem "Bendu", "Możemy zostać przyjaciółmi" i "Safari na plaży", gościem Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi.
O bendzie, dziewczynach i młodości
"Bend" to sama prawda. Wszystko, co narysowałem w tym komiksie zdarzyło się naprawdę. W młodości grałem w dwóch zespołach. Nie było to niczym wyjątkowym - w tym czasie niemal każdy próbował na czymś grać, wszędzie wkoło zakładano kapele. Nasz bend nie zyskał sobie wielkiej popularności, ale znałem kapele, które stały się o wiele bardziej popularne i odniosły o wiele większy sukces niż nasza. Chciałem trochę wykręcić konwencję opowiadania o młodzieżowych zespołach. Zazwyczaj, jeżeli powstaje film o takiej kapeli, to według schematu kapela ta odnosi sukces. Mi chodziło o to, by zrobić to inaczej. Chciałem wykorzystać historię kapeli po to, żeby pokazać moje codzienne życie, opowiedzieć o tym nieco inaczej.
Kapela nigdy nie pomagała mi podrywać dziewczyn. Ale komiksy tak. Jest taka scena w "Możemy zostać przyjaciółmi", w której chłopak i dziewczyna w namiocie są na najlepszej drodze do seksu. Ona bardzo chce, ale jemu cały czas coś nie wychodzi. On po prostu nie wie, jak to zrobić. Taki jest - zbyt nieśmiały. Czytelnik widzi te wszystkie znaki. Odczytuje to tak, że dziewczyna ma na niego ochotę. Ale w prawdziwym życiu było nieco inaczej. Kiedy byłem w tym namiocie nie wiedziałem, że ona chce. Musiałem popisać się inicjatywą, pokierować wydarzeniami. Nie wiedziałem jak.
W gazetach pisze się o tym, że macho najprawdopodobniej wymierają. Że kończy się świat mężczyzn w dawnym rozumieniu tego słowa. Nie mam pojęcia, czy tak jest, ale dla mnie to nie ma znaczenia. Nie próbowałem się włączyć do tej dyskusji. W moich komiksach mężczyźni nie bardzo radzą sobie z problemami, bo rysuję o sobie i o tym jak wygląda moje życie. A wygląda ono właśnie tak, a nie inaczej. Nie interesuje mnie rysowanie historii o superbohaterach, bo sam nie jestem superbohaterem. Zresztą w komiksach jest dosyć superbohaterów, to nudne. Rysuję szczerze. W każdym nowym komiksie chcę tworzyć nowego bohatera i choć nie wiem, jeszcze kim będzie, to z pewnością będzie okularnikiem.
O prawdzie i Super Szaraku
Rysuję dwa rodzaje komiksów. Autobiograficzne i komiksy z królikiem - Supa Hasi, Super Szarakiem (bardzo podoba mi się polska nazwa). Kiedy rysuję komiks autobiograficzny, rysuję tak jak było naprawdę. Zależy mi na szczerym przekazie, tak jakbym opowiadał to swoim przyjaciołom. Oczywiście nie opowiadam wszystkiego, robię jakiś wybór scen, ale chcę oddać wszystko tak, jak się wydarzyło, bez upiększeń i dodawania dramatyzmu. Nie chcę nic przerysowywać, dopasowywać do scenariusza, zależy mi na szczerym, niezakłamanym przekazie.
Ale są też komiksy o króliku - Super Szaraku. Już wcześniej rysowałem krótkie historyjki, w których pojawiały się różne moje alter ega. Super Szarak powstał podczas beztroskiej sesji rysowania - manipulowałem moim wizerunkiem na różne sposoby i w pewnym momencie powstała bardzo śmieszna postać z wielką głową. Czegoś jej tylko brakowało. Czegoś, dzięki czemu zachowywałaby równowagę. W "Fistaszkach" jest loczek, postać musi być tak zbudowana, by czytelnik nie odnosił wrażenie, że jest nienaturalna. Ja nad balonem głowy dorysowałem uszy - dzięki temu nie ma się wrażenia, że Super Szarak za moment się wywróci. Pokazałem go dziewczynie, powiedziała, że jest słodki i tak zaczął pojawiać się w komiksach.
Polecam wiadomość:
Rekomendowana:
Opinie: 2