Lucky Luke made in PRL

Tagi: recenzja, western, komiks

26.10.2009 | Maciej Wycinek

Lucky Luke made in PRL

W kraju nad Wisłą Jerzy Wróblewski jest takim artystą jakim Jack Kirby jest dla Amerykanów – to absolutny klasyk i na pewno nie trzeba nikomu przedstawiać jego, ani jego dzieł. Nic więc dziwnego, że prędzej czy później musiała się pojawić inicjatywa wskrzeszająca jego prace oraz (co cieszy najbardziej) „wygrzebująca” te nigdy nie wydane, gdyż niedokończone.

 

Taką inicjatywą okazało się być BB Team, a dokładniej legenda bydgoskiego komiksu Andrzej Janicki oraz piszący monografię o mistrzu Maciej Jasiński. W czasach, gdy twórczość Wróblewskiego kojarzy się już głównie z „Hernanem Cortezem”, „Żbikiem” i klasycznymi westernami pojawia się komiks, przy którym niejednemu łza zakręci się w oku.

 

Binio Bill, szeryf w Rio Klawo, to osobnik charakteryzujący się wyjątkową pomysłowością i pogodą ducha. Z humorem podchodzi do piętrzących się przed nim problemów, a tych nie brakuje na Dzikim Zachodzie. Niesprzyjające siły natury, żądni łupów bandyci i zbuntowani Indianie nękają go nieustannie, zaś nieporadność kawalerii i obojętność mieszkańców sprawiają, że z większością kłopotów musi sobie radzić w pojedynkę. Jego jedynym towarzyszem jest wierny koń Cyklon przynoszący mu więcej pożytku niż podstarzały zastępca Dan Wycior. Nie brakuje tu także hołdu dla polskości bohatera. Jednym z dwóch głównych wątków opowieści jest bowiem misja odnalezienia zaginionego Johna Mountaina, ojca Kate Gorsky - miłości Billa (dość sztywno narysowanej).

 

Wróblewski znany głównie z realistycznych historii sensacyjnych i kryminalnych, osobiście uwielbiał western. Problemem dla państwowych wydawców były jednak niewielkie możliwości ideologiczne na tym polu. Można było co prawda ukazywać rasizm i imperialistyczne zapędy Amerykanów, ale mimo wszystko gatunek ten był okazją do przedstawienia krystalicznie czystego bohatera i jego absolutnie złego przeciwnika.

 

„Szalony Heronimo” to historia nosząca znamiona klasycznego westernu co mogłoby się okazać wadą, gdyż czasy swej największej chwały gatunek ten ma już dawno za sobą. Sztywność gatunkową łamie styl w jakim Wróblewski rysuje całą serię. Zamiast realistycznego klasyka jakim był chociażby "Przyjaciele Roda Taylora" (1986) dostajemy cartoonową komedię porównywalną do "Nowej wyspy skarbów"(1988) czy "Mista z chmur" (1989). Poprzez połączenie groteskowości głównych bohaterów ze szczegółowym oddaniem tła prerii czy fortu uzyskujemy rewelacyjnie skonstruowaną historię, która ucieszy młodszych i rozerwie starszych. Artysta świadomie zrywa ze swym znanym ze "Żbików" stylem przez co "Binio Bill" przestaje być atrakcyjny jedynie dla absolutnych fanów jego twórczości lub samego gatunku. Ten wyjątkowy epizod, jakim jest osiem odsłon przygód Binio Billa (oraz wspomniane komiksy o Umpli Tumpli) stawia Wróblewskiego zaraz za takimi mistrzami gatunku jak Baranowski, Christa czy Pawel. 

Rekomendacje

Polecam wiadomość:

Rekomendowana:

 

 

 

A teraz...

Poleć znajomym

Drukuj

Opinie: 1

 
Binio lepszy od Lucky Luke'a Marecki 21-04-10 16:31 Pamiętam tą serię głównie ze Świata Młodych.
Od razu zakochałem się w tej historii.
Mam wszystkie skany Świata Młodych.
Cykl przygód dzielnego szeryfa to :
1980 - Rio Klawo (10 odcink ... więcej

Dodaj swój komiks i zaloguj się do strefy

Nie masz jeszcze konta? Załóż konto Zapomniałeś hasła?

Ankieta - W ekranizację, którego z polskich komiksów wierzysz najbardziej?

Łaumy
7.2 %
Funky Kovala
22.7 %
Thorgala
70.1 %
Łączna liczba głosów: 4693

O firmie | Dla prasy | Reklama | Biznes z WP | Skontaktuj się z WP | Praca | Prywatność | Polityka antyspamowa| Regulamin

Zobacz wszystkie serwisy | RSS

Copyright © 1995-2010 Wirtualna Polska