12.11.2009 | Tomasz Pstrągowski
Są w tym zbiorze komiksy niezwykłe, których lektura to prawdziwa przyjemność (jeden nawet narysował Polak). Jest ich jednak tylko kilka, pozostałe zaś polegają głównie na banalnych sprawozdaniach z wyprawy do Kraju Kwitnącej Wiśni. A te zainteresować mogą tylko prawdziwych miłośników japońskiej kultury.
Pomysł stworzenia antologii był genialny w swojej prostocie. Wystarczyło zaprosić kilku francuskich rysowników, w projekt zaangażować znanych miejscowych mangaków, a wszystkich poprosić o narysowanie czegokolwiek, byleby było związane z ojczyzną szogunów. Jak się jednak okazuje proste i genialne pomysły też miewają swoje słabe strony. W tym przypadku słabością okazało się lenistwo tych rysowników, którzy poszli na łatwiznę i uraczyli nas oczywistymi opowiastkami o turystach w dziwnym kraju.
Robi tak zarówno Aurélia Aurita, Nicolas De Crécy, Joann Sfar, Fabrice Neaud jak i Étienne Davodeau. Z tego grona wybija się tylko komiks Aurity. Francuzka urzeka czytelnika prostą kreską, rozczulającym poczuciem humoru i nienachalną erotyką. Pośród miniatur wymienionych panów, komiks „Teraz już mogę umrzeć!” jest odświeżająco szczery i bezpretensjonalny. Rozczarowują za to wielkie nazwiska takie jak De Crécy i Sfar (ten drugi nieco mniej). Z ich komiksów niestety nie dowiemy się niczego ponad to, jak spędzili wakacje w Japonii. Davodeau próbuje uciec od dokumentarnej konwencji opowiadając swoją historię z perspektywy zaprzyjaźnionego Japończyka, jednak nie jest to zabieg, który mógłby zaskoczyć.
O wiele ciekawiej jest, gdy Europejczycy odchodzą do realistycznej konwencji, a Japonia staje się nie tylko miejscem akcji, ale i bohaterem. Świetnie radzi sobie Emmanuel Guibert. Jego praca jest jednocześnie intrygująca i wciągająca. Pisana prozą opowieść o Shin.Ichim to w zasadzie ilustrowane opowiadanie, jeżeli wierzyć autorowi - próba nawiązania do specyficznych japońskich tekstów z okresu Edo. Dla europejskiego czytelnika takie podejście do tematu to nowość. A i Shin.Ichi to postać wystarczająco ciekawa, by udźwignąć historię.
Doskonale poradził sobie także Frédéric Boilet - Francuz od lat mieszkający w Japonii. Jego „W alkowie miłości” sprytnie ucieka pretensjonalnemu tytułowi. Okazuje się, że można opowiadać o utylizacji śmieci i miłości jednocześnie.
Za to nieporozumieniem nazwać trzeba opowieść „Osaka 2034”, Françoisa Schuitena i Benoîta Peeteresa. Ich pomysł jest niezrozumiały i wydumany, zaś za efektownymi rysunkami kryje się fabularna pustka.
Nie zawodzą Japończycy. Doskonale czyta się zarówno sentymentalne „Nad brzegiem morza” jak i poetyckie „Kankichi”. Zaintrygować potrafi też Igarashi opowiadający o festiwalu dzwoniących koni. Poradził sobie także Jiro Tanigutchi, jednak jego komiks lekko rozczarowuje. To po prostu kolejna taka sama historyjka, niczym nieróżniąca się od „Zoo zimą” czy „Wędrowca z tundry”.
Polecam wiadomość:
Rekomendowana:
Opinie: 0