Tagi: recenzja, patronat, komiks, gej
22.10.2009 | Tomasz Pstrągowski
„Big Dick” Ralfa Königa był prawdziwym objawieniem. Zabawne, bezpretensjonalne, niemal pornograficzne opowieści o żyjących ze sobą Konradzie i Paulu rozśmieszały nawet największych ponuraków. A jednocześnie rozbrajały obłudę i zakłamanie panujące wokół homoseksualistów. Drugiemu wydanemu w Polsce komiksowi Königa brakuje już zniewalającej świeżości „Big Dicka”. Ale to wciąż rewelacyjny komiks.
W przeciwieństwie do „Big Dicka”, który był w zasadzie zbiorem scenek i anegdot, „Mężczyzna przedmiot pożądania” to pełnoprawna fabuła. Głównym bohaterem, i tytułowym przedmiotem pożądania, jest tu Axel - niezwykle męski i seksowny heteroseksualny facet, który pozoruje próbę samobójstwa by zatrzymać przy sobie kobietę swojego życia. Niestety, ta wyjechała akurat do rodziny i nie miała szansy przeczytać jego pożegnalnego listu. Pozostawiony sam sobie Axel przyjmuje zaproszenie na gejowską imprezę, gdzie poznaje Norberta. Geja, do którego się wprowadzi, który się w nim zakocha, i który zmieni sposób w jaki Axel postrzegał świat, seksualność, kobiety i mężczyzn (zarówno homo jak i hetero).
Jest w tej opowieści bardzo wiele niewymuszonej lekkości, którą znamy z „Big Dicka”. König jest mistrzem w opowiadaniu anegdot, dlatego najlepsze są tu poszczególne sceny. Momenty, które sprawiają, że nie sposób się nie roześmiać. Jak chociażby ten z ukrywającym się w szafie Norbertem. Lub ten, w którym pijany Axel niemal zgadza się na homoseksualną przygodę. Czy kanoniczna już scena rozgrywająca się w męskiej toalecie, w której nasz bohater jest podrywany przez prawdziwego gejowskiego macho. To właśnie one urzekają najbardziej. Sprawiają, że nie sposób się oderwać od lektury. Że kilka fabularnych dłużyzn pozostaje niezauważonych, a rozbawiony, zaciekawiony czytelnik brnie do końca komiksu bez cienia znużenia.
König opowiada o ludzkiej seksualności bez żadnej obłudy. Nazywa rzeczy po imieniu. Dlatego nie jest to komiks dla każdego. Jeżeli jesteś zamkniętym w sobie konserwatystą, dla którego homoseksualizm to choroba, którą powinno się leczyć, zanim rozprzestrzeni się na zdrową, chrześcijańską tkankę społeczną, a słowa takie jak „penis”, „fiut” czy „cipa” nie przechodzą ci przez usta nawet gdy rozmawiasz o seksie z wieloletnią partnerką, „Mężczyzna przedmiot pożądania” może cię zgorszyć. Ale hej! masz przecież większe problemy, bo wypadałoby wziąć lekarstwo i odwiedzić psychiatrę. Jeżeli jednak jesteś normalny i dopuszczasz do siebie myśl o tym, że gdzieś na ziemi są inni ludzie, którzy żyją po swojemu, to docenisz szczerość i poczucie humoru tego tytułu. To w jaki sposób König zdziera obłudną zasłonę wstydu. Jak wprost pisze o rzeczach oczywistych. O seksie, pożądaniu, stereotypach płciowych i sposobie, w jaki postrzegamy gejów. Nie przypominam sobie, by ktoś wcześniej opowiadał w komiksie w ten sposób o seksie. By ktoś tak przystępnie i zabawnie odkrywał przed nami oczywistości, o których wstydzimy się mówić. W wulgarności i bezkompromisowości Königa jest metoda. I najważniejsze, że ona działa. Lektura tego komiksu to haust świeżego powietrza w rzeczywistości, w której wszystko cenzuruje polityczna poprawność.
Polecam wiadomość:
Rekomendowana:
Opinie: 4