Tagi: Karol, KRL, Kalinowski, komiks
25.03.2009 | Tomasz Pstrągowski
(fot. WP Ksiazki)
Marzę o znalezieniu własnej szufladki - o Jaćwingach, korzeniach, zabawach popkulturą i rezygnacji z amerykańskiego snu rozmawiamy z Karolem "KRL-em" Kalinowskim
|
Pracujesz teraz nad nowym komiksem. Jego pierwszy rozdział, zatytułowany Wąż, szeptucha i stary kredens publikowany jest w internecie. Czy mógłbyś powiedzieć na ten temat coś więcej?
Karol Kalinowski: Wąż, szeptucha i stary kredens to tytuł jedynie pierwszego rozdziału, całość najprawdopodobniej będzie zatytułowana Łauma, czyli jaćwieskie określenie na kogoś w rodzaju Baby Jagi. Słowo pochodzi z języka litewskiego.
To jest historia, która chodziła za mną od dłuższego czasu. Jeszcze w liceum narysowałem swój pierwszy, pełny, czterdziestoośmiostronicowy album o Jaćwingach. To lud bałtów, który zamieszkiwał tereny, z których pochodzę. Komiks narysowałem, oddałem do muzeum w Suwałkach, tam się spodobał i planowany był jego druk i wydanie. Niestety ostatecznie nie było pieniędzy, więc komiks trafił do ROKiS-u w Suwałkach [Regionalny Ośrodek Kultury i Sztuki – przyp. red.], prosiłbym, żebyś wymienił tą nazwę koniecznie, bo to jest właśnie instytucja, która ten komiks zgubiła.
|
Oddałeś jedyną kopię?
Karol Kalinowski: Tak, wtedy jeszcze nie wiedziałem, że oddaje się kserówki, zresztą to były czasy kiedy ksero nie kryło się za każdym rogiem, trochę to kosztowało, a ja byłem tylko biednym licealistą. Podejrzewam, że komiks leży w jakichś teczkach zapomniany przez wszystkich…
|
Skąd pomysł, żeby rysować o Jaćwingach? Przecież nikt nie ma pojęcia, kto to jest Jaćwing.
Karol Kalinowski: Właśnie dlatego. Ja się wychowałem w miejscu gdzie o Jaćwingach się mówiło, słyszało, opowiadało. Krążyły różne historie, były bractwa jaćwieskie. Głupio mi się teraz przyznać, ale byłem jednym z tych chłopaków, którzy biegali po lasach z kijem udającym miecz za pasem i się tymi kijami okładaliśmy. Śpiewaliśmy jakieś dziwne piosenki, tańczyliśmy przy ognisku, lepiliśmy garnki z gliny i bawiliśmy się w pradawnych ludzi.
Ale kiedy wyjechałem na studia okazało się, że nikt nie ma pojęcia, kto to są Jaćwingowie. I uznałem, że to dobry temat na zrobienie historii. Bo po pierwsze to ciekawy temat, a po drugie nieznany – wprowadzający pierwiastek orientalny, na który złapać można kilku czytelników. Taka pułapka.
|
Więc kim byli Jaćwingowie?
Karol Kalinowski: To lud Bałtów. Żyli między Prusami a Litwinami. Jeszcze do niedawna pojawiały się publikacje uważające ich za odłam Prusów, ale to nieprawda – to zupełnie oddzielny lud, posługujący się oddzielnym językiem, zwyczajami, a przede wszystkim mitologią. Jaćwingowie wymarli dlatego, że wszystkich wkurzali dookoła. To byli ludzie, którzy potrafili się wybrać z zajazdem aż pod Kraków, tam grabić, gwałcić i palić, a później wrócić na północ. Wiadomo też, że okradali ważne szlaki handlowe w całej średniowiecznej Europie – w Jaćwieży znajdowano przedmioty z najbardziej odległych zakątków kontynentu.
|
Podejrzewasz się o jakieś korzenia jaćwieskie?
Karol Kalinowski: Chciałbym, ale niestety to pochodzenie tylko po kądzieli, a takie się nie liczy. Po mieczu jestem Słowianinem. Krew mi nie kazała tej historii pisać, mój sentyment bierze się bardziej stąd, że w tamtych regionach się wychowywałem.
</table></td></tr></td></table></td></tr></td></table></tr></td></tr></td></table></tr></td></tr></td></table></tr></td></tr></td>
Polecam wiadomość:
Rekomendowana:
Opinie: 1