12.04.2011 | Tomasz Pstrągowski
9 kwietnia 1948 roku żydowscy bojownicy z organizacji Irgun wkroczyli do arabskiej wioski Deir Yassin. Zamordowano ponad 100 osób. Spanikowani ocalali wywołali falę emigracji – Arabowie opuszczali swe ziemie bojąc się kolejnych pogromów ze strony syjonistów. I choć powstałe miesiąc później państwo Izrael uznało Irgun za organizację terrorystyczną, być może nie narodziłoby się bez Deir Yassin.
Masakra w Deir Yassin nie jest głównym wątkiem "Café Budapeszt" Alfonso Zapico, jednak dla jej bohaterów jest to moment przełomowy, pokazujący jak daleko zaszły sprawy ("Ten diabeł stracił kontrolę" – mówi o przywódcy Irgun jeden z bohaterów). Budzące się do życia państwo żydowskie, powołane decyzją ONZ (przy olbrzymim wsparciu Stanów Zjednoczonych), mające być niejako zadośćuczynieniem za Holocaust, traci swoją niewinność jeszcze przed narodzinami. Zostaje skalane terrorem, szowinizmem i nacjonalizmem. Wielu uważa, że nie było innego wyjścia, ale bohaterowie "Café Budapeszt" się z nimi nie zgodzą. Dla nich przemoc pozostaje bezsensowna, a wszystkie patriotyczne tyrady (nie tylko ze strony radykałów, także bardziej umiarkowanych członków Hagany) budzą niechęć.
O narodzinach współczesnego Izraela i genezie konfliktu palestyńskiego rysownik opowiada przywołując losy Jechezkela Damjanicha, węgierskiego żyda, który wraz z matką wyrusza do Jerozolimy, by pomóc wujowi prowadzić jego kawiarnię. Jechezkel dociera do świętego miasta w przełomowym dla niego momencie – póki co wolne i tolerancyjne (Zapico przypomina, że Arabowie i Żydzi nie są wcale odwiecznymi wrogami, jak twierdzi dzisiejsza propaganda z obu stron), rządzone przez brytyjskie wojsko, za moment przemieni się w pole bitwy. Dla chłopaka bitwy o tyle problematycznej, że zakochuje się w Arabce.
Głównym źródłem przemocy jest tu nie tylko narodowy szowinizm, ale i religijny fanatyzm. Jakby przemoc wpisana była w sens zarówno nacjonalizmu, jak i każdej religii. Wuj głównego bohatera, zaprzysiężony ateista (skonfliktowany przez to z rodziną), przedwojenny anarchista, kilkakrotnie odmawia wsparcia syjonistycznych bojowników. Wie, że stoi za nimi ślepa wiara we własną słuszność i maksyma, że cel uświęca środki. "Zabijaliśmy Arabów, zabijaliśmy Brytyjczyków i wiedz, że nie zadrży nam ręka, kiedy będzie trzeba zabijać Żydów" – mówi przywódca bojowników. Tymczasem dla Josefa Źydzi i Arabowie niczym się nie różnią. Owszem, nie jest mu obce pojęcie narodowej tożsamości ("Przynajmniej jesteśmy Żydami" – kwituje w pewnym momencie Jechezkel), ale nie jest to coś, co definiuje człowieka. Dlatego decydujący się na emigrację bohaterowie, porzucają nie tylko Izrael i Palestynę, ale także religię i Boga.
Fanatycy pojawiają się zresztą po obu stronach, a Zapico rezerwuje dla nich stereotypowe, szowinistyczne karykatury – grożący bohaterom przywódca żydowski przemienia się w przerażającego, bezzębnego żyda o haczykowatym nosie, a mordujący niewinnych arabski terrorysta to wypisz wymaluj członek Al-Kaidy (z pistoletem w jednej i nożem w drugiej ręce). Tym samym rysownik przewrotnie wykręca perspektywę – to najwięksi fanatycy, posługujący się zazwyczaj takimi uproszeniami, padają ofiarą stereotypów.
Polecam wiadomość:
Rekomendowana:
Komiksy
Autorzy
Newsy
Opinie: 0